25 listopada 2014

(11) Spotkanie z kulturą.

Tytuł taki, a nie inny, spowodowany jest moim 'kulturowym' (jeśli mogę tak powiedzieć) weekendem.

Rozpoczął go maraton Igrzysk Śmierci organizowany przez ENEMEF w Multikinie. Pomimo, że nie przeczytałam żadnej z książek, na których podstawie nakręcono produkcje, postanowiłam pójść, a lekturę nadrobić w wolnym czasie. Nie żałuję tej nieprzespanej nocy spędzonej w kinie. Co prawda wcześniej bałam się, że zasnę podczas którejś z części, ale na szczęście się to nie wydarzyło. Maraton rozpoczął się od części pierwszej, którą w większości widziałam wcześniej trzy razy. Warto było jednak zajrzeć do kina - na wielkim ekranie wszystko wygląda inaczej, poza tym wreszcie zobaczyłam, jak ten film się kończy (co zawsze mnie jakoś omijało). Oglądanie nie przysporzyło mi większych emocji, jako że wiedziałam, czego sie spodziewać, jednak były chwile wzruszen i zdziwienia.

Na początek drugiej części się spóźniłyśmy, bo kupowałyśmy nachosy. Tak, wiem, głupota, ale trzeba było coś zjeść, a skutkiem tłumów w kinie stałyśmy w kolejce piętnaście minut. Cóż. Na szczęście, nie ominęło mnie nic ważnego dla całej fabuły, zresztą siostra z jej koleżanką opowiedziały mi, co mniej więcej może nas ominać (obydwie czytały wcześniej książkę). Druga część była dla mnie bardziej emocjonalna i poruszająca, ale z pewnością pod tym względem przodowała część trzecia.
Kosogłos był dla mnie najbardziej wzruszający. Końcowe sceny śledziłam z zapartym tchem, wytrzeszczonymi oczami wpatrzonymi w ekran i rękoma splecionymi na piersi. Możecie się śmiać, ale tak było, akcja na ekranie strasznie mnie wciągnęła. Wydaje mi się to najciekawszą częścią filmu.

Nieznajomość książek z pewnością nie stawia mnie w zbyt dobrym świetle. Z drugiej strony przeczytam je na pewno, w wolnym czasie. Dodatkowym argumentem za jest to, że filmy są zazwyczaj gorsze, niż ich pisane pierwowzory, tak więc nie odczuję rozczarowania. W filmach, oprócz fantastycznej fabuły, oryginalnego pomysłu oraz przyjemnego doboru aktorów i ich gry podobało mi się to, że pomimo nieznajomości treści, potrafiłam zrozumieć wszystko, co działo się na ekranie. Jest to atut, ponieważ czasem jest to niemożliwe.

Wyjście na maraton oceniam bardzo dobrze, jedynym minusem było niewyspanie i kolejki do toalety oraz kas zaraz po pojawieniu się napisów (razem z siostrą biegłyśmy w stronę tych miejsc, aby uniknąć długiego czekania). Następnym, który rozważam, jest maraton Władcy Pierścieni i Hobbita.

W niedzielne popołudnie wybrałam się razem z rodziną na World Press Photo. Niestety, z powodu kolejnych zajęć już o 18 nie mieliśmy na to zbyt wiele czasu, przez co nie zdążyłam przyjrzeć się wszystkiemu. Na szczęście, udało mi się to nadrobić dzisiaj, w ostatni dzień wystawy. Uważam ją za ciekawą, nagrodzone zdjęcia przedstawiały zarówno problemy polityczne, społeczne, jak i przyrodnicze. Szczególnie podobały mi się portrety Bobby'ego Henline'a, jedynego mężczyzny, który przeżył eksplozję ładunku pod autem, którym jechał ze swoimi znajomymi autorstwa Petera von Agtamaela. Przedstawiały one weterana w różnych sytuacjach. Moją uwagę przykuło również zdjęcie Markusa Schreibera przedstawiające kobietę rozczarowaną niemożliwością zobaczenia trumny Nelsona Mandeli wystawionej na określony czas. Przed budynkiem ustawiła się kolejka, nie wszyscy zdążyli. Podobało mi się też fotografia jeźdźca spadającego z konia, kulącego się fenka autorstwa Bruno D'Amicis oraz stoły do tenisa Kuronga Chena. Zachęcam wszystkich do zapoznania się z tą wystawą, oczywiście w miarę możliwości.

Niedzielnego wieczoru odwiedziłam Teatr Ludowy, w którym przedstawiany był spektakl 'Splecione w nas' zespołu Eriu. Był to taniec irlandzki. Dowiedziałam się o nim dzięki moim koleżanką z klasy, które do tego zespołu przystąpiły. Nie żałuję odwiedzenia teatru, spektakl był naprawdę dobrze przygotowany, miło patrzyło się na tańczące dziewczyny. Jestem dla nich pełna podziwu - skakać przez całe pięćdziesiąt minut to nie byle co! Moja siostra po wyjściu z teatru stwierdziła, że musimy zapisać się na taniec irlandzki. Zobaczymy, jak to będzie, na razie moim osiagnięciem jest zapisanie jej ze mną na Zumbę.

Na tym kończę dzisiejszą notkę, do następnej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz