O nadchodzących świętach słyszy się od połowy listopada. Wszyscy narzekają, na wszechobecne choinki, Mikołajów i lampki. Mówi się, że to tandeta i zatraca się klimat. Ja się z tym nie zgadzam, według mnie dekoracje i piosenki puszczane w radiu tylko przybliżają święta. Ponadto, ja słuchając ich nie mogę się doczekać.
Święta rozpoczęłam już w piątek, ostatnią wigilią klasową. Było naprawdę miło, Ci, co zostali do końca stwierdzili, że była to najlepsza wigilia klasowa ze wszystkich trzech (lub sześciu, w zależności od klasy). Czuło się nastrój świąteczny i taką ciepłą atmosferę. Wtedy uświadomiłam sobie, jak bardzo będzie mi brakować tych ludzi, gdy w maju każdy rozejdzie się w swoją stronę.
Weekend spędziłam na konwencie, oczywiście świątecznym. Co prawda nie odwiedziłam żadnego panelu, bo nie było niczego na tyle dla mnie ciekawego (odrzucili mój). Tradycyjnie wybrałam się na cosplay, choć w połowie zaczęłam zastanawiać się, po co to zrobiłam, skoro dawno już nie bawią mnie animce. W efekcie z sali wyszłam znudzona, z trudnościami podczas chodzenia na odrętwiałych nogach. Kolejną atrakcją był Bal Zimowy, naprawdę fajna sprawa, chociaż godzina tańczenia walca wiedeńskiego była trochę nudna. Razem z koleżanką przetańczyłyśmy może kwadrans, po czym odpuściłyśmy. Najbardziej podobała mi się konwentowa wigilia i składanie życzeń obcym ludziom. Tu również czuło się tą rodzinną atmosferę. Ogólnie konwent mi się podobał, jak zawsze zostało mi z niego wiele zabawnych wspomnień.
Dzisiaj rano obudziłam się zmyślą, że już Wigilia i doszłam do wniosku, że wcale tego nie czuję. Po jakimś czasie zmieniłam zdanie. Pomogli w tym sąsiedzi, którzy przyszli z prezentami. To nasza sąsiedzka tradycja, każdy dom przynosi podarek i składamy sobie życzenia. Całkiem miłe. Oprócz tego całą sobą czekam na wieczerzę, bo wiem, że to już niedługo. Nie mogę się doczekać łamania opłatkiem z rodziną i tej atmosfery pełnej miłości. Poza tym lubię też jeść.
Z okazji tych świąt, chciałabym złożyć wszystkim najszczersze życzenia. Niech te trzy dni zostaną przez Was spędzone w spokojnej, rodzinnej atmosferze i otoczeniu osób, które kochacie. Niech nie zabraknie Wam smacznego jedzenia, choć lepiej martwić by się było ostan naszych żołądków po świętach. Pod choinką znajdźcie te prezenty, o których marzyliście. Niech w te dni nie opuszcza Was radość, a z twarzy nie znika uśmiech.
Oprócz tego życzę szalonego, opitego Sylwestra. W nadchodzącym roku życzę Wam spełnienia wszystkich marzeń i celów, które sobie postawicie. Poznania osób, które będą o Was dbać. Grona przyjaciół i odnalezienia miłości. Wszystkiego, co najlepsze, niech ten rok przebije 2014 na głowę.
Wesołych Świąt!
24 grudnia 2014
16 grudnia 2014
(15) Wtorkowy spam muzyczny [2]
W związku z nadchodzącymi świętami, dzisiejszy post poświęcę moim ulubionym piosenkom świątecznym.
Nie wiem, jak Wy, ale ja nie moge się już doczekać świąt. Niestety, zanim będę mogła cieszyć się całkowitym wolnym, muszę dokończyć próbne matury, które są dla mnie lekko stresujące, choć nic specjalnego z tej okazji nie robię. No coż, byle do weekendu :D
Nie wiem, jak Wy, ale ja nie moge się już doczekać świąt. Niestety, zanim będę mogła cieszyć się całkowitym wolnym, muszę dokończyć próbne matury, które są dla mnie lekko stresujące, choć nic specjalnego z tej okazji nie robię. No coż, byle do weekendu :D
14 grudnia 2014
(14) Oglądam film - "Pokłosie"
W ubiegły piątek TVP1 wyemitowała "Pokłosie". Jako że nie miałam wcześniej okazji do obejrzenia tego filmu, zdecydowałam się na seans. Co prawda nie przepadam za filmami o tematyce wojennej, gdyż uważam, że tego jest zbyt dużo, niemniej jednak usiadłam wraz z rodziną przed telewizorem. Nie żałuję.
Słysząc, że to film dotykający 'kwestii żydowskiej' spodziewałam się obrazu Polaków-bohaterów ratujących prześladowanych. Produkcja miło mnie zaskoczyła. Ukazuje ona dość często u Polaków spotykany antysemityzm, nie tylko w przypadku rozwiązania problemu obecności Żydów na wsi w przeszłości, lecz także wobec osób, które interesują się niewygodnymi aspektami historii. Bohaterowie, doszukując się prawdy, wchodzą w konflikt z resztą wsi, któremu zaradzić nie może nawet proboszcz.
Film, oprócz fabularnej historii Żydów, przedstawia również obraz polskiej wsi. Widzimy w nim robotników reagujących przemocą na poparcie innej partii, staruszka, który skupia się jedynie na swoim ogródku, unikając wychylania się poza utarte normy, słabo wykształconych rolników, grożących głównym bohaterom widłami. Uwydatnia się również niechęć wobec osób opuszczających wieś w celu zdobycia wykształcenia, zarobienia pieniędzy. Mieszkańcy żyją według ustalonego schematu i reagują agresją, gdy ktoś próbuje coś w nim zmieniać lub wracać do niewygodnych faktów.
O grze aktorskiej nie trzeba wiele mówić. Zarówno Ireneusz Czop, jak i Maciej Stuhr świetnie odegrali role braci Kalinów. W ich grze nie czuć ani odrobiny sztuczności. Na pochwałę zasługują również aktorzy, którzy wcielili się w role chłopów ze wsi. Dzięki temu, udało się stworzyć realistyczny obraz wsi, co jest dużym plusem. Nie można równiez pominąć fenomenalnych zdjęć, a także muzyki, która perfekcyjnie podtrzymywała napięcie budowane przez akcję. Z tego powodu uważam, że film zasługuje na miano thrillera.
Moją uwagę zwrócił także inny aspekt filmu. Prócz głównego przesłania, które wielu uznało za 'antypolskie', nasuwa się także pytanie: czy naprawdę powrót do przeszłości był konieczny? Bohaterowie wyciągając trupy z szafy, nie dość, że narazili się całej wsi, to jeszcze znaleźli jednego w swojej. Cała akcja odcisnęła tragiczne piętno na tej dwójce. Czy naprawdę było warto? Lecz skoro tak, po co został stworzony ten film? Na to Pasikowski odpowiada słowami Franciszka Kaliny: "Na świecie jest dużo kurewstwa. Nic z tym nie zrobimy, ale nie musimy przekładać do tego ręki".
Ten skłaniający do refleksji film polecam każdemu. Jest to jedna z lepszych polskich produkcji obecnych czasów i źle jej nie kojarzyć. O tym, że nasz naród nie jest święty należy mówić. Mówiąc o naszych zasługach, nie powinno się zapominać o zbrodniach. I właśnie o tym przypomina nam "Pokłosie".
Słysząc, że to film dotykający 'kwestii żydowskiej' spodziewałam się obrazu Polaków-bohaterów ratujących prześladowanych. Produkcja miło mnie zaskoczyła. Ukazuje ona dość często u Polaków spotykany antysemityzm, nie tylko w przypadku rozwiązania problemu obecności Żydów na wsi w przeszłości, lecz także wobec osób, które interesują się niewygodnymi aspektami historii. Bohaterowie, doszukując się prawdy, wchodzą w konflikt z resztą wsi, któremu zaradzić nie może nawet proboszcz.
Film, oprócz fabularnej historii Żydów, przedstawia również obraz polskiej wsi. Widzimy w nim robotników reagujących przemocą na poparcie innej partii, staruszka, który skupia się jedynie na swoim ogródku, unikając wychylania się poza utarte normy, słabo wykształconych rolników, grożących głównym bohaterom widłami. Uwydatnia się również niechęć wobec osób opuszczających wieś w celu zdobycia wykształcenia, zarobienia pieniędzy. Mieszkańcy żyją według ustalonego schematu i reagują agresją, gdy ktoś próbuje coś w nim zmieniać lub wracać do niewygodnych faktów.
O grze aktorskiej nie trzeba wiele mówić. Zarówno Ireneusz Czop, jak i Maciej Stuhr świetnie odegrali role braci Kalinów. W ich grze nie czuć ani odrobiny sztuczności. Na pochwałę zasługują również aktorzy, którzy wcielili się w role chłopów ze wsi. Dzięki temu, udało się stworzyć realistyczny obraz wsi, co jest dużym plusem. Nie można równiez pominąć fenomenalnych zdjęć, a także muzyki, która perfekcyjnie podtrzymywała napięcie budowane przez akcję. Z tego powodu uważam, że film zasługuje na miano thrillera.
Moją uwagę zwrócił także inny aspekt filmu. Prócz głównego przesłania, które wielu uznało za 'antypolskie', nasuwa się także pytanie: czy naprawdę powrót do przeszłości był konieczny? Bohaterowie wyciągając trupy z szafy, nie dość, że narazili się całej wsi, to jeszcze znaleźli jednego w swojej. Cała akcja odcisnęła tragiczne piętno na tej dwójce. Czy naprawdę było warto? Lecz skoro tak, po co został stworzony ten film? Na to Pasikowski odpowiada słowami Franciszka Kaliny: "Na świecie jest dużo kurewstwa. Nic z tym nie zrobimy, ale nie musimy przekładać do tego ręki".
Ten skłaniający do refleksji film polecam każdemu. Jest to jedna z lepszych polskich produkcji obecnych czasów i źle jej nie kojarzyć. O tym, że nasz naród nie jest święty należy mówić. Mówiąc o naszych zasługach, nie powinno się zapominać o zbrodniach. I właśnie o tym przypomina nam "Pokłosie".
6 grudnia 2014
(13) Przepis na szczęście.
Zauważyłam wśród wielu młodych ludzi tendencję do bycia nieszczęśliwym. Mnie osobiście to też kiedyś dopadło i nie powiem, żeby to był kolorowy okres mojego życia. Pomijając wzrastającą liczbę depresji lub innych stanów obniżenia samopoczucia, wielu z nas po prostu przyzwyczaiło się do narzekania i bycia ponurym, nieszczęśliwym na siłę. A przecież wcale nie tak trudno to zmienić.
- Zaakceptuj siebie. Bez pogodzenia się ze swoimi wadami i docenienia swoich zalet nie osiągniesz szczęścia i spokoju. Trudno być radosnym, gdy w lustrze zamiast wartościowej osoby widzisz ponurego ziemniaka. Fakt, zawsze znajdzie się ktoś szczuplejszy, popularniejszy, ale po co się do nich porównywać? Jesteś sobą i nic tego nie zmieni, trzeba nauczyć się z tym żyć.
- Pracuj nad sobą. Warto rozwijać się w różnych kierunkach, choćby po to, aby znaleźć swoją pasję. Oprócz tego jest to jedyny sposób na wyplenienie wad lub cech, które Ci przeszkadzają, a które posiadamy wszyscy.
- Zmieniaj się. Rutyna nie wpływa dobrze na nasze samopoczucie. Od czasu do czasu zmień coś w swoim życiu - przefarbuj włosy, wyjdź na lodowisko, zrób coś, co zaskoczy nawet samego siebie. W ten sposób unikniesz nudy i zaznasz trochę radości. Pamiętaj jednak, żeby wszystko, co robisz, robić dla siebie, nigdy dla innych osób. To Ty masz być zadowolony z tego, kim jesteś!
- Znajdź pasję. Każdy potrzebuje odnaleźć w życiu coś, co kocha i czemu może się poświęcić. Dla niektórych jest to sport, dla innych gra na gitarze, jeszcze inni zaczytują się w książkach lub robią zdjęcia. Eksperymentuj!
- Skup się na sobie. Świata nie zbawisz, ludziom na siłę nie pomożesz. Zamiast zadręczać się problemami innych, zajmij się swoimi. Postaw sobie priorytet: najpierw moje szczęście, potem reszta świata. Fakt, pomożesz reszcie, ale kto pomoże Tobie? Nikt za Ciebie życia nie przeżyje, a Ty nie przeżyjesz go za innych.
To jest pięć moich filarów warunkujących szczęście. W większości dotyczą one Ciebie - osoby poszukującej, co jednak nie powinno dziwić. Szczęście musisz znaleźć sam i sam o nie zadbać. Inne rady, które mogę Ci dać: uśmiechaj się jak najczęściej, otaczaj się pozytywnymi ludźmi, myśl o jasnych stronach życia. Po prostu, bądź optymistą, to najłatwiejsza droga! :)
2 grudnia 2014
(12) Wtorkowy spam muzyczny [01]
Żyję i mam się dobrze. Niestety, cierpię na zastój weny, dlatego zdecydowałam się dzisiejszą notkę poświęcić na wymienienie utworów, które z różnych powodów ze mną zostały. Zacznę od muzyki z Zachodu.
Piosenka, której szukałam dwa miesiące. Za każdym razem słysząc ją w radiu przypominałam sobie o niej, po czym zapominałam jej sprawdzić. W końcu w połowie sierpnia udało mi się odszukać ją na yt, co mnie bardzo ucieszyło. Podoba mi się też cała płyta (której w tej chwili słucham).
Ten utwór polecił mi znajomy. Nie pamiętam, co sprawiło, że ją otworzyłam (zazwyczaj ignoruję linki z yt lub mówię, że przesłucham później, czego nie robię). Nie żałuję. Co prawda inne piosenki nie robią na mnie takiego wrażenia, ale zespół polecam.
Florence odkryłam przez Last.fm. Najbardziej spodobał mi się album Ceremonials, który wielokrotnie przesłuchałam i do którego często wracam. Nie ma tam piosenki, którą przewijam, aczkolwiek ta utkwiła mi w głowie najbardziej. Napawa mnie czymś w rodzaju optymizmu i nadziei, nie umiem powiedzieć, dlaczego.
Ta piosenka kojarzy mi się z dość dobrym czasem sprzed dwóch lat. Poznałam ją przez grę ze znajomymi w osu! Jak widać zapamiętałam ją do teraz.
Kolejna piosenka związana z osu! Niedawno wróciłam do całego albumu, aczkolwiek nie pzypadł mi jakos specjalnie do gustu.
To wszystko na dziś. Postanowiłam wstawiać takie notki co tydzień we wtorek. Kolejna o piosenkach z Azji. Mam nadzieję, że mi się uda.
Piosenka, której szukałam dwa miesiące. Za każdym razem słysząc ją w radiu przypominałam sobie o niej, po czym zapominałam jej sprawdzić. W końcu w połowie sierpnia udało mi się odszukać ją na yt, co mnie bardzo ucieszyło. Podoba mi się też cała płyta (której w tej chwili słucham).
Ten utwór polecił mi znajomy. Nie pamiętam, co sprawiło, że ją otworzyłam (zazwyczaj ignoruję linki z yt lub mówię, że przesłucham później, czego nie robię). Nie żałuję. Co prawda inne piosenki nie robią na mnie takiego wrażenia, ale zespół polecam.
Florence odkryłam przez Last.fm. Najbardziej spodobał mi się album Ceremonials, który wielokrotnie przesłuchałam i do którego często wracam. Nie ma tam piosenki, którą przewijam, aczkolwiek ta utkwiła mi w głowie najbardziej. Napawa mnie czymś w rodzaju optymizmu i nadziei, nie umiem powiedzieć, dlaczego.
Ta piosenka kojarzy mi się z dość dobrym czasem sprzed dwóch lat. Poznałam ją przez grę ze znajomymi w osu! Jak widać zapamiętałam ją do teraz.
Kolejna piosenka związana z osu! Niedawno wróciłam do całego albumu, aczkolwiek nie pzypadł mi jakos specjalnie do gustu.
To wszystko na dziś. Postanowiłam wstawiać takie notki co tydzień we wtorek. Kolejna o piosenkach z Azji. Mam nadzieję, że mi się uda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)