27 sierpnia 2014

(03) Codzienność.

Minął tydzień od ostatniego wpisu, więc wydaje mi się, że powinnam postarać się o kolejny. Jak na razie nie ma jakichś arcyciekawych wydarzeń w moim życiu, więc kolejny raz opiszę codzienność.

Pierwsze dwa dni upłynęły głownie na ćwiczeniach na siłowni. W środę były to brzuchy, a w czwartek Zumba. Pierwsze popołudnie spędziłam razem ze znajomymi z klasy. Przespacerowałyśmy się z rynku na Kazimierz, po czym udałyśmy się do Forum Przestrzenie, gdzie udało nam się wypić przepyszną lemoniadę za dosyć niską cenę. Miejsce jest całkiem przyjemne i ma swój klimat, choć mnie osobiście denerwowały kamienie, po których niewygodnie się chodziło. Wieczorem wróciłyśmy na rynek, gdzie udałyśmy się na naleśniki i tosty. W czwartek natomiast odwiedziłam panią psycholog, a wieczór spędziłam w domu. Nie było to emocjonujące.

W piątek wyjechałam z rodziną do babci. Dziadkowie byli bardzo zdziwieni, gdy dowiedzieli się, że celem wizyty było posprzątanie całego mieszkania. Zajęło to połowę piątku i soboty. Podczas gdy mama sprzątała, zadaniem reszty rodziny było towarzyszenie dziadkom. Całkiem przyjemnie się rozmawiało, choć tata i dziadek kilka razy się posprzeczali, jak zwykle. Jest to swego rodzaju norma. Nocowaliśmy u cioci, gdzie spotkała mnie niespodzianka ze strony mojego dwuletniego kuzyna. W pewnym momencie wszedł mi na kolana i poprosił, żebym pokazała mu obrazki na telefonie. Za każdym razem pytał się, kto jest na zdjęciu. Było to niezwykle urocze.

Po powrocie do domu znów zrobiłam sobie interwały. Zmęczyłam się, ale byłam z siebie dumna. Postanowiłam sobie wtedy, że będę robić to codziennie, ewentualnie co dwa dni, ale chęć ta zniknęła wraz z nadejściem deszczowej pogody. Przez tą szarugę za oknem nie mam ochoty na nic, unikam nawet wyjść z domu, bo najzwyczajniej w świecie jestem zmęczona. Do tego dochodzi już stres przed nieuchornnym początkiem roku i klasą maturalną.

Niedzielę spędziłam na zakupach z przyjaciółką. Jako że nie miałam zbyt dużej dostępnej kwoty, kupiłam sobie jedną spódnicę koloru miętowego, wykonaną z materiału, który nazywam firanką. Wyglądam w niej dobrze i teraz tylko pozostaje mi dokupić dodatki, które by do niej pasowąły, z czym raczej nie będzie problemu. Jest to część zmiany mojego stylu ubierania się. Chciałabym zacząć stawiać na spódnice, koszulki i rajstopy lub zakolanówki. Szukam sobie po różnych sklepach internetowych, po czym najczęściej stwierdzam, że podobne rzeczy znajdę też w sieciówkach i na tym kończą się moje internetowe zakupy. Może kiedyś, gdy zaoszczędzę pieniądze, uda mi się coś znaleźć i to zdobyć.

Poniedziałek spędziłam z mangowcami na urodzinach trójki z nich. Było bardzo pozytywnie, graliśmy w fandomowy telefon, a hasła przekręcano w naprawdę zabawny sposób. Raz koleżanka podała zdanie w języku, którego nikt nie znał, przez co zostało ono przekształcone w wyrazy zupełnie niepodobne do początkowej wersji. Robiliśmy też sobie mnóstwo zdjęć, oczywiście wszystkie moim telefonem. Później poszliśmy do McDonalds, gdzie spotkaliśmy inną znajomą, z którą porozmawiałam trochę o życiu i wspólnych znajomych. Wieczorem odprowadziłam przyjaciółkę na pociąg, gdyż wybierała się do Warszawy, po czym razem z drugą pojechałyśmy do mnie na noc, której początek spędziłyśmy na oglądaniu youtuberów.

Wczoraj były urodziny mojej siostry, które nie wypadły jakoś rewelacyjnie. Piknik, który planowała się nie udał, ponieważ miały przyjść jedynie trzy osoby z dziesięciu, a do tego padało cały dzień. Efektem tego było przesiedzenie całego dnia w domu. Wieczorem pojechała odebrać swojego jeża, który po siedmiogodzinnej podróży (w tym dwugodzinnego opóźnienia, podczas którego członkowie mojej rodziny zamarzali na dworcu w oczekiwaniu) wreszcie bezpiecznie dotarł do terrarium w jej pokoju. Dzisiaj oswaja się z otoczeniem, choć jego główną czynnością jest sen. Niemniej jednak jest bardzo uroczy.

Dzisiejszy dzień spędzam na bezproduktywnym gapieniu się w laptopa. Pogoda na zewnątrz nie zachęca do jakiekolwiek aktywności, do tego najprawdopodobniej się przeziębiłam, czego nie chcę pogorszyć, biorąc pod uwagę nadchodzący początek roku. Być może wieczorem poćwiczę na orbitrecku, choć to zależy w dużej mierze od tego, jak będę się czuła i czy będzie mi się chciało, bo od poniedziałku trzyma mnie okropny leń. Tak czy siak skończy się jutro, bo ruszam na Zumbę, przy okazji poćwiczę sobie też na maszynach. Możliwe, że to jedna z niewielu ostatnich okazji, bo nie wiem, jak będzie z siłownią w roku szkolnym, wszystko zależy od planu lekcji.

To wszystko na dzisiaj. Być może kolejna notka będzie bardziej tematyczna, jednak nie mogę nic obiecać. Jeśli chcecie, możecie mi coś podpowiedzieć. Tymczasem miłego dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz